Szwedzki śledź

Smak, którego nigdy nie zapomnisz

Wybierając się z mężem i moimi rodzicami na wycieczkę do Szwecji pomyślałam sobie, że dobrym zwieńczeniem wyprawy będzie ekstremalna szwedzka przygoda! O ja niedobra i przebiegła istota… Zafundowałam rodzicom prawdziwie tradycyjny szwedzki posiłek – Surströmming, czyli cieszący się złą reputacją kiszony śledź. Kiszony śledź nawet nie brzmi tak źle, muszę doprecyzować sformułowanie. Chodzi tu o sfermentowane, odpychające, śmierdzące śledziowe zwłoki zamknięte w wybrzuszonej od wewnętrznie wytworzonych gazów puszce. Kocham moich rodziców. Tak, gdyby ktoś miał wątpliwości. Ale pomyślałam, że będzie ubaw. I był! 😀

Niestety Szwedzi trochę spalili zabawę, bo gdy szukaliśmy odpowiedniego sklep w centrum Malmö, aby zakupić upragnionego śledzika wszyscy zgodnie robili złowieszczą minę i równo zaprzeczali, jakoby ktokolwiek normalny Surströmminga jadał. Dopiero w drodze powrotniej ze Sztokholmu udało nam się zahaczyć o większy market, w którym pośród innych zapuszkowanych rybek swe szacowne miejsce zajął również nasz śledzik. Ale i tu nie obyło się bez ingerencji zatroskanych Szwedów, którzy zaglądając w nasz koszyk przestrzegali nas przed niebezpiecznym zakupem. Na koniec pewnym wzrokiem wskazującym na to, że wiemy co robimy odparliśmy ostatnie już alarmujące spojrzenie, tym razem kasjerki i wreszcie mieliśmy w rękach naszą zdobycz! Teraz mogliśmy udać się w odpowiednie miejsce na konsumpcję specjału dnia. Na tę okazję wynajeliśmy tradycyjny, czerwony, drewniany domek gdzieś tam w głębi jednego ze szwedzkich lasów.

Sama już miałam za sobą swoje pierwsze doświadczenie z Surströmmingiem. Zjadłam szczątek o powierzchni blisko 0,5 cm2 i to było najbardziej pamiętne 0,5 cm2 w moim życiu… Cóż chyba nie muszę opisywać szczegółów. Sami pomyślcie, jak mogą smakować sfermentowane zwłoki śledzia…

Ale, żeby jeszcze bardziej rozbudzić Wasz apetyt opiszę, jak prawidłowo Surströmminga jadać. Otóż, tradycyjnie serwuje się go z chrupkim szwedzkim chlebkiem, ugotowanymi ziemniakami i świeżą, czerwoną cebulką. Podczas mojej czwartej (! – nie dążyłam do tych wszystkich prób, one same się pojawiały. Życie. OK, więcej się nie tłumaczę) …czwartej przygody z Surströmmingiem dodawałam sobie otuchy duńskim sznapsem i to była najlepsza wersja, nawet w mojej głowie pojawiały się niewielkie olśnienia, że to jest jadalne. Ale to pewnie zaburzenia wywołane sznapsem…

OK wracam do opisu. Mamy już składniki, chlebek, ziemniaczki i cebula. Teraz gwiazda wieczoru – śledź. Do otwarcia puszki potrzebujemy: otwieracz oraz miskę z wodą. Puszkę otwieramy pod wodą, a rybka wita nas siarczystym …„bąkiem”. Smród rozprzestrzenia się po ogrodzie, zostaje na naczyniach, dłoniach. Dlatego pod żadnym pozorem nie otwierajcie tej bomby biologicznej w mieszkaniu! Czy to górą, czy dołem Surströmming da o sobie znać. Nawet osobom, które nie odważyły się na degustację 😉

Po otwarniu puszki, pozostaje już tylko wypatroszenie ofiary na talerzu i nałożenie jej ciała na chlebek z ziemniaczkami i cebulką. Tak pięknie skomponowana kanapka obok świeżo wydłubanych flaków denanta, aż się do nas uśmiecha, żeby ją zjeść.

No to jemy! J Miałam 4 podejścia do Surströmminga, ale tylko pierwsze i czwarte podejście okazały się sukcesem. (Jeśli zakładamy, że zjedzenie sfermentowanych zwłok śledzie jest sukcesem.) To było drugie podejście. Więc jedzą rodzice, brat i mąż. Nie zamieszczę zdjęć mojej mamy konsumującej tradycyjne szwedzkie danie, choć jej miny w 100% oddają jego smak 😉 Wolałabym jednak, żeby nie zadebiutowała w sieci z twarzą, która wygląda, jakby zaatakował ją rozległy skurcz. Za każdym razem kiedy patrzę na te zdjęcia mam łzy w oczach. Ze śmiechu 😉 I wciąż trzymam się wersji, że kocham moją rodzinę :)

Surstroemming

Myślę, że tym długim i sugestywnym wpisem zrobiłam wystarczającą reklamę Surströmminga i że teraz będąc w Szwecji nie przepuścicie okazji, żeby również przeżyć ekstremalną szwedzką przygodę!



Brak komentarzy

Dodaj własny

Dodaj komentarz